Tymczasem ona umiera.

- Lily była moją babcią, kochała mnie. - Wbiła w jego pierś wskazujący palec. - Nikomu nie pozwolę tego lekceważyć. A tobie w szczególności nie pozwolę decydować o tym, czy jestem...
nie ja. Ja nie musiałam nigdy znosić wyniosłych min tych snobek. Mnie chroni nazwisko i forsa mojej rodziny, a ty masz w sobie siłę, na którą mnie nigdy nie byłoby stać.
Miała nadzieję, że siostrzyczki nic nie zauważyły.
Delacroix udały się na górę, chwycił guwernantkę za ramię.

— Przede wszystkim powinnam zaznaczyć, że w ogólności nie byłam źle traktowana przez pana i panią Rucastle. Uczciwość wymaga, abym to powiedziała. Nie mogę ich jednak zrozumieć i dlatego jestem niespokojna.
- Nie wierz w ani jedno słowo Hope na mój temat - szepnął przy okazji Klarze.
Przez moment Klara pomyślała, że Patterson może być w zmowie z Markiem i spróbuje ją zlokalizować. Wolała zachować daleko idącą ostrożność.
- Jednak oni, świadomie lub nie, skłonili cię do tego. Rozumiem cię - Bryce podszedł do niej i popatrzył w oczy.
Mullinsem wytropił i kupił kilka obrazów niejakiego Christophera Gallanta. Znał dobre
Hope podniosła głowę i wrażenie prysło - pełne gniewu oczy, zaciśnięte usta. Gloria mimowolnie cofnęła się o krok.
- Rzeczywiście jego widok może wywołać niestrawność - zgodził się Lucien.
- Nie... - wykrztusił z trudem. - Na żadnej z nich tak jak na tobie.
- A, Grady. Co macie?

- Prawda. - Gloria obojętnie wzruszyła ramionami. - Niektórzy ludzie są kompletnie wyprani z poczucia humoru.

- Gdzie się zahaczyłaś? - spytał takim głosem, jakby brakowało mu tchu.
Nowy Orlean, Luizjana, 1974
- Proszę mnie puścić - szepnęła. - I niech pan znajdzie inną partnerkę do następnego

przywdziała maskę. Z doświadczenia wiedział, że ma wprawę w robieniu dobrej miny do złej

Przerażenie zaparło Glorii dech w piersiach.
głosem.
Okropne, dręczące uczucie. I gorycz. Skłamała przed matką, zrzucając winę na Danny’ego. Przekonywała, że to on chciał oglądać książki, że zdjął spodenki bez jej namowy.

- Widziałam w swoim życiu sporo osobników rodzaju męskiego bez gatek. Jestem starą kobietą, z mojej strony nie masz się czego obawiać. - Wyciągnęła ku niemu dłoń z ręcznikiem. - Owiń się, jeśli tak wolisz.

- Lucienie, jesteś okropny...
Zesztywniał zdjęty obrzydzeniem: ta słodycz w jej głosie, ta błagalna nuta. Przypomniał sobie lata, kiedy był jeszcze zakochany w cudownej, pełnej ciepła dziewczynie. W tamtych czasach był gotów zrobić dla niej wszystko.
Oszukałeś mnie, ale nie pozwolę się upokorzyć. Nie należę do twojej świty pochlebców.