EPILOG

Zadzwoniła do swojego szefa, by powiadomić go o wyjeździe. Doug był niepocieszony.
Coś w niej pękło.
Tammy obrzuciła zaniepokojonego Marka triumfalnym spojrzeniem i szybko otworzyła drzwi. Za nimi stało dwóch postawnych strażników. Ich spojrzenia powędrowały w stro¬nę Marka.
Jak ona to zrobiła w ciągu piętnastu minut?!
Ona też była szczęśliwa, chociaż po twarzy spływały jej łzy i kapały na otwartą gazetę. Miała rację. Dokonała wła¬ściwego wyboru. Tylko że to tak strasznie bolało...
- Dlaczego? To jedyne sensowne wyjście z sytuacji.
Dlatego muszę Was zostawić. Nie ma innego wyjścia. Nie mogę Cię widywać. Nie mogę być blisko Ciebie. Może jestem naiwna, ale po naszych pocałunkach nie potrafię zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Bo stało się.
Zmarszczyła brwi.

skrzynce Pijakiem.
spotkaniu z Latarnikiem oraz z pewnym pilotem na Ziemi, który na pustyni podarował mu pięknego baranka.
- Naprawdę umiałbyś zaopiekować się dzieckiem?
- Już ci mówiłem, że nie.
na Łańcuch i nie myślałem, że może się urwać... - Skoro mnie odwiedziłeś, to chodźmy tam, gdzie możemy

- Tak, trochę potrwa, zanim się rozgrzeje - zgodził

Pochwyciła nieufne spojrzenie portiera. Najchętniej ka¬załby jej się stąd zabierać. Wyglądała na taką, co tylko spra¬wia eleganckim gościom kłopoty.
Zauważył dziwny wyraz jej oczu. Czy mu się zdawało, czy czaił się w nich ból? Ale dlaczego?
- A może ty też jesteś królem?

- Możesz ją zacząć w każdej chwili. Tutaj.

następstw swego niedawnego odkrycia, to na pewno
się i minęli ją.
nią Jessica, co z jakiegoś powodu było ważne, przynajmniej Jeremy tak to

Jego wzrok również powędrował w tym kierunku. Rozluźnił uścisk i zaczął delikatnie wodzić palcem po niebie¬skich żyłach - od palców po nadgarstek. I znowu. I znowu.

nagłówek. Pamiętam, że o tym zabójstwie pisały
- Dobrze. Ja zatelefonuję. Upewnię się, że ten
Oho, znowu się zaczyna, pomyślał. Co zrobić? Powiedzieć prawdę i